30.10

30.10 Kończę malowanie, już wygląda ładnie, tylko trzeba poprawić teraz resztę ściany, bo trochę się popaprała. Ciekawe co Danni powie.

Skończyłam malowanie o 3, zostałam sama i dobrze, że nie dokładnie zamknęli drzwi…o 16 poszliśmy na Compasión, rozdawać żywność. Dostałam cieciorkę i zrobiłam humus, w sam raz na koniec miesiąca. Wieczorem obejrzeliśmy z Piotrkiem i Dorcas Priceless, przesłodką komedię francuską z Audrey Tautou. Próbowałam pogadać z Rafałem, ale jemu nie działał skype, więc pomalowaliśmy trochę i zamiast zainstalować tlen ściągnęłam sobie 3 wirusy. Brawo ja. 

Advertisements

29.10

Po katalońskim poszłam malować półki w kościele, niestety poszło mi tak o tyle o ile, bo jest nie równo. Podobno, jeśli się położy jeszcze 2 warstwy, to wyjdzie lepiej, ale nie wiem, bo niestety ani nie dowiedziałam się jak to mam malować, ani czym, więc urządziłam małe scavenger hunt po budowie, i co znalazłam to moje. O 18 wywołała mnie Dorcas, bo przyszedł pan do pralki, a ona była jeszcze w Barcelonie. Pan do pralki przyszedł, bo otworzyła mi się w czasie wirowania (to taka ładowana od góry) i w czeluściach zagubiła się jedna moja podkoszulka i jedna skarpetka. Pan nic nie wymyślił, ale wymyśliłam, że jeśli zostawi mi drut, to mogę nim grzebać, aż coś wyciągnę. Teraz ta gra nazywa się łowieniem ubrań, ale jeszcze nikt nie wygrał…   O 20:30 spotkałam się z Kasią pod Sagrada familia i poszłyśmy na imprezę do jej koleżanki, z którą była na Erasmusie. Cristina przygotowała idealną tortillę, ziemniaczane krokiety i sałatkę. Graliśmy w gry do 12 i poszliśmy na miasto, niestety, ponieważ jest wtorek, miasto było trochę martwe, o 2 odprowadziłam Kasię i Sławka do hotelu a sama złapałam nocny (goniłam go przez 1,5 przecznicy a pan kierowca łaskawie na mnie poczekał). Pani kierowca z nocnego (tego docelowego) już mnie poznaje.

28.10

image

Wspaniały początek tygodnia na plaży. Czekałam do 11 na telefon od Daniego, bo miał mi powiedzieć na którą mam przyjść, ale ponieważ nie zadzwonił, stwierdziłam, że na plaży się lepiej będzie czekać. Byli już tam Andrzej, Radek i ich kolega z Brazylii poznany w hotelu. Antonio chyba. O 14 zeszliśmy z plaży i zrobiliśmy u mnie obiad. Był genialny, zrobiliśmy krewetki i kalmary ze smażonymi warzywami i sałatką. Andrzej jest idealną panią domu. Późnym popołudniem poszłam jeszcze do kościoła posprzątać i padłam na twarz.

27.10

1400553_10153444938790654_1853807698_o

Dzisiaj można było spać godzinę dłużej:) Na nabo Mar poprosiła mnie o pomoc przy maluchach, ponieważ wszystko jest w stanie budowy i przeprowadzki, to nie ma jak zajęć prowadzić w salach. Dzieciaki 15 minut porysowały, ale potem zaczęły szaleć. Niestety nie było planu, co z nimi robić, więc przez godzinę grałam z nimi w piłkę. O 14 pojechałam do Barcelony spotkać się z Gutą, Sławkiem, Andrzejem i Radkiem, poszliśmy razem na obiad na samą północ Barcelony, do dawnego szpitala dla trędowatych, który teraz zasiedlają squotersi, prowadzą taką knajpkę, w której można zjeść za 4 euro. Najedliśmy się, bo była dobra zupa krem marchewkowo-sukiniowo-porowa i kuskus z pomidorami. Do tego był jeszcze koncert jakiej Brazylijki z gitarą, bardzo fajny klimat. Wszystko było takie w meksykańskim klimacie, bo tam jest tak zarośnięte i fasady są wyblakłe od słońca… super. Po koncercie poszliśmy do parku Guell, w którym było potwornie dużo ludzi, więc szybko się stamtąd zmyliśmy. Guta chciała koniecznie iść na koncert fontann, wiec przenieśliśmy się na plaza Espanyola i tam usiedliśmy w jakiejś knajpce na piwo i patatas bravas. O 21 poszliśmy pod zamek, gdzie miał być koncert i tak sobie czekaliśmy pijąc cavę, aż zlitowały się nad nami dwie amerykanki i powiedziały nam, że d sezonie jesienno zimowym fontanny są czynne tylko w piątki i soboty. Zrezygnowana Guta wróciła ze Sławkiem do siebie a my z Andrzejem i Radkiem poszliśmy jeszcze posiedzieć na universidad. Dosiadł się do nas ich znajomy Brazylijczyk z hotelu i tak się zagadaliśmy, ze uciekła mi ostatnia kolejka, na szczęście nocne mam już opanowane do perfekcji.

ImageImageImage

26.10

1377398_10153384533605654_449361975_n

Od 9 do 14 byłam na budowie i myłam dziesiątki okien w budowli składającej się prawie wyłącznie z okien. Miałam, co prawda godzinną przerwę na lancz, więc nie było tak źle. Po szybkim prysznicu poszłam na plażę, bo tam się umówiłam z chłopakami, posiedzieliśmy i o 17 dołączyła do nas Guta i jej kolega z pracy. Cała warszawa emigruje na zimę do Barcelony najwyraźniej J wieczorem poszliśmy sobie do knajpki, a ponieważ Barca właśnie grała z Madrytem, to mogliśmy poobserwować lokalny koloryt. O 10 wszyscy się zmyli a ja padłam i zasnęłam jak kamień. Dorcas się jeszcze pytała, czy chcę jakiś film obejrzeć, ale mnie już dawno nie było.

25.10

Pojechałam do Barcelony spotkać się z kolegą ze studiów Andrzejem i z Radkiem, obaj są sąsiadami z Piotrka z Grójeckiej, zresztą byłam u nich niedługo przed wyjazdem. Pojechaliśmy na nieudane poszukiwania restauracji i tak przez trzy godziny przeciągnęliśmy się ze skrajnie północnej części miasta do bario Gotico. Tam ich musiałam zostawić, bo wieczorem miałam zajęcia z dzieciakami z engrescat. O 20 dowlekłam się do domu, zjadłam i udało mi się jeszcze zebrać siły, żeby pobiegać.

 

24.10

1417675_10153370883890654_1610844091_o

Ale super dzień, a wszystko dla tego, że zaczęłam go wyjątkowo wcześnie i to od biegania. Nowe horyzonty mieszkaniowe otwierają się przede mną. Udało mi się po katalońskim ustawić przez telefon odbieranie danych, więc kryzys zażegnany. Nie będzie Internet zjadał mi karty. O 17 znowu pracowaliśmy w kościele, ale tym razem papierem ściernym zdrapywaliśmy czarną farbę z pianina… to trochę bezsensowne było, bo mechanicznie było by znacznie szybciej. Zasugerowałam to i wszyscy się ucieszyli i będą szukać polerki (czy jak to się może nazwać) zdecydowanie brakuje tu Rafała. On by im powiedział co i jak. Wieczorem odwiedziła nas koleżanka Dorcas, która mieszkała tu w zeszłym roku. Pakowałyśmy prezent dla ich wspólnych znajomych na ślub, a ja wyżywałam się artystycznie. No i kolacja była super.

919182_10153370885760654_807993796_o

Mimo, że to niby tylko chleb z oliwą i rozmazanym pomidorem, ale smakuje genialnie!!

Cristina wyżywa się przez whatsapp i przysyła mi śmieszne filmiki z Meksyku. Dawno się tak nie uśmiałam, też zrobiłyśmy dla nich nagranie po katalońsku, ale nie zrozumiały.

1399242_10153370883185654_63046077_o

zosia wyżywa się artystycznie:

902884_10153370882760654_23176288_o

23.10

1459119_10153413417005654_707195870_nDzisiaj jest środa, więc jak co tydzień idziemy na Compasión, czyli rozdawanie jedzenie. Lubię to bardzo, jest konkretne i pożyteczne. Po Compasión umówiłam się z Monicą i pojechałyśmy do Barcelony na wykład takiego misjonarza, który w Kambodży prowadzi ośrodek pomocy ofiarom handlu ludźmi. Wow. Przyszło sporo osób, bo w Hiszpanii a przede wszystkim w Castelldefels to duży problem. Mam też nowy numer telefonu i nową ładowarkę za 3 euro i nowy problem- bo nie umiem wyłączyć pobierania danych i pewnie zaraz skończy mi się kasa.

21.10

Wczoraj po przyjeździe wrzuciłam ciuchy do pralki, siebie pod prysznic i zasnęłam na kanapie usiłując nadrobić seriale. Obudziłam się o 20, Dorcas zaproponowała film do obejrzenia „once” film o dwóch zagubionych duszach w Dublinie, opisywany jak „heartwarming and inspirational”… SPOILER ALERT…kończy się źle. Zakończenie jeste jeszcze bardziej bolesne, jeżeli ktoś rozumie czeski.

Dzisiaj czekałam cały dzień na telefon od Daniego, żeby mi powiedział czy i na którą mam iść pomagać w kościele, ale nie zadzwonił… a ja czekałam przy telefonie jak nastolatka. Dobrze, że chociaż poszłam pobiegać. Był przepiękny, gorący dzień, zero chmur, na plaży sporo ludzi, Pięknie.

Wieczorem umówiłyśmy się z Dorcas z jej znajomymi, którzy chcą wynająć jedno piętro w domu, ale jeszcze im się remont przeciąga, więc w sumie nic konkretnego nie powiedzieli. Smutek