25.11-30.11 Coma- ruga

Nie jest to najlepsze szkolenie na jakim byłam. Można by je spokojnie zrobić w 3 dni, większość wykładów nie przystaje do naszej rzeczywistości i ogólnie nuda. Na plus liczy się darmowe jedzenie, wino za 2 euro, które można kupić w recepcji i fajni ludzie. Niestety hostel, w którym mieszkamy ma jakieś problemy z kanalizacją i nawet z moim katarem trudno wytrzymać zapach, woda też smakuje podejrzanie. Spotkania kończymy późno, koło 12, więc już jest cisza nocna. Żeby posiedzieć i pogadać musimy iść do na dwór, do pobliskiego parku, więc wszyscy są już przeziębieni.

Co mi się podobało:

  • Gra, w której z zasłoniętymi oczami szukaliśmy jajek
  • Zajęcia z hiszpańskiego, bo dziewczyna, która je prowadziła zrobiła fajne gry, jak Speer Dating i human bingo.
  • Film 12 róż
  • Spotkanie na plaży z gościem, który właśnie wrócił z EVSa w Belfaście, bo dało nam trochę perspektywy.

735772_10151897679353512_1381388431_o

  • Dzień w Vendrel i Gimcana (szukanie fantów) było niezłe, bo przesiedziałyśmy cały czas w kawiarni, rozmawiając ze starszą panią, która nam wszystko opowiedziała i odpowiedziała na wszystkie pytania z naszej gry, włącznie z tym, że najstarsza mieszkanka zmarła 2 dni wcześniej.DSC03725DSC03728DSC03729
  • Castellers- czyli warsztaty z robienia ludzkich wież, bo nikt nie spadł.
  • 1460009_10151896879323512_1813064678_n
  • Filmik o przyczynach kryzysu.

  • los caganers…
  • no i ludzie 🙂

1426640_765208840159808_229096731_n

DSC03730

Advertisements

22- 24.11 Wiedeń

1453264_10153601542960657_727036963_n

Byłam taka zadowolona, że muszę tylko spędzić 2 godziny w samolocie i będę w Wiedniu, nie policzyłam 2, 5 godziny dojazdu z lotniska do hotelu… Nasz hotel okazał się być na drugim końcu Wiednia.

Konferencja była spoko, spotkałam dużo znajomych twarzy, przynajmniej 3 znajome osoby z Polski (Ania, Daniela i Julia, która przywiozła mi kapcie- dzięki ci mamo!!!) Był też Daniel z Czech i Nirankar z Anglii, z którymi znam się od 5 lat, ale poznałam też sporo nowych osób.

Bawiłam się przednio, głównie dzięki Ance, dziewczyna (przepraszam- kobieta) jest super. Mieliśmy sporo czasu zajętego pracą, ale też był wystarczająco czasu wolnego.

Ostatniego dnia były wybory, i dostałam się do zarządu, (co było trochę moją misją od EYCE). Moją kandydaturę wysunęła Anka, a pomysł wyszedł od Danieli, więc śmiałyśmy się, że lobby Żydowskie pociąga za sznurki, trzeba podtrzymywać dobre tradycje. I dostałam się. Anka w ogóle jest genialna i uwielbiam ją. Danielę zresztą też, więc fajnie nam się będzie współpracowało.

Miałam pomysł, żeby wracać pociągami na lotnisko, ale koleżanka Zaratusztrianka z Anglii zaadoptowała mnie do swojej taksówki.

1399184_10153526530050654_1471373837_o 1402350_10153526530360654_1936499136_o 980664_10153526531435654_1016012957_o

mieliśmy też ciekawe szkolenie na temat broni jądrowej. W zeszłym roku EYIN prowadził kampanię przeciwko minom i to z całkiem niezłym rezultatem.

kto inwestuje w bomby?

pod tym listem znajduje się raport zrobiony przez ICAN z listą banków i firm które inwestują w bomby atomowe.  Chyba nie założę konta w Santanderze…

21.11

Kolejny pracowity dzień, rano na katalońskim uczyłam się przekleństw używanych w Andaluzji, dlaczego? Nie wiadomo. Po katalońskim do 11 kursowałam między starym a nowym budynkiem kościoła, robiąc różne dziwne rzeczy; przenosząc paczki, zmywając farbę ze schodów oraz masakrując polerką fortepian i krzesła.

Pakuję się, robię pranie i ściągam filmy na podróż. Jutro jadę na weekend na konferencję do Wiednia. 

20.11

905326_10153495997985654_1137008223_o   885297_10153495998475654_1676983228_o

Pierwszy słoneczny dzień! Rano pojechałam do Barcelony, załatwić parę rzeczy, pojechałam do banku, gdzie nie załatwiłam nic, ale przynajmniej wiem, że nic tam nie załatwię. Skoczyłam do  MAC’a, obejrzałam tusze, bo mój biedny się kończy i już wiem na co wydam moje urodzinowe 30 euro.

Na koniec skoczyłam do Disseny Hub Barcelona, na wystawę najlepszych projektów 2012. Naprawdę fajna wystawa i spoko muzeum.

Moje ulubione rzeczy:

– Sukienka z haiku zrobiona z torebek po herbacie (może Rafał powinien mi zacząć zbierać szczury?).

– Obraz przedstawiający komórki na narzędzia wg. Klee, Chillida, Tapies’a i Miró.

– Bardzo przydatny kubek plażowy wkręcany w piasek.

– Android z kaktusem. Chyba.

1404879_10153495968915654_155483010_o

 

1465793_10153495968410654_158078599_o

1071600_10153495968280654_1266733969_o

1398339_10153495963955654_858508958_o

Zdążyłam jeszcze wrócić przed Con Pasion, i zjeść obiad. Dziś nie przyszło tak dużo ludzi jak zawsze, więc skończyłam książkę. Po zamknięciu skoczyłam jeszcze na budowę i akurat przyjechały krzesła, więc było sporo do roboty. Ponieważ Piotrek nie powala mi nosić zostałam oddelegowana do liczenia. Liczyło pięć osób, każda po parę razy i każdemu wyszedł inny wynik. Wyciągnęliśmy średnią i zgodziliśmy się, że brakuje 3 krzeseł, ale właściciel firmy powiedział, że zwróci za nie pieniądze. Po ponownym przeliczeniu okazało się, że jednak brakuje tylko 2, więc pewnie teraz my musimy mu zwrócić kasę.

Ponieważ mamy nadludzkie siły, to jeszcze obejrzeliśmy wieczorem Iron Man 3.

19.11

Dostałam od Carmen spodnie Bershki do sprzątania. Miała je na sobie raz, ale coś jej nie leżą. Sprzątam najostrożniej na świecie. Ponieważ spodnie były w pudle z rzeczami na bazar, to od razu je przekopałam i wyciągnęłam dla siebie jeszcze bluzkę i sukienkę. Całość za oszałamiającą cenę 2 euro. 

17.11

1455118_10153485128040654_1421837105_n

(W klubie z Lidią i Deni. Monika przepadła w tańcu)

Pogoda dalej jest masakryczna i jest zimno. A ponieważ nie mamy jeszcze włączonego ogrzewania jedyną rozsądną rzeczą jest zakopać się pod kołdry i przeczekać.

Byłam z dziewczynami na imprezie (yeee) z Deni, Monicą i Lidią. Pojechałyśmy do klubu Salsowego w Gavie, było świetnie. Po pierwsze piwo było po 3 euro a nie 8 jak w Barcelonie, po drugie było sporo timby i po trzecie było w sam raz ludzi. Nie za dużo, nie za mało. Przed wyjściem usiłowałam się umalować, ale nie jestem niestety w stanie wykonać wyjściowego makijażu za Chiny ludowe. Lepiej wyglądam po wstaniu z łóżka niż w pełnym make-up’ie. Coś musi byś ze mną nie tak.

Jednak, wracając do imprezy, brak imprezowego looku nie popsuł mi zabawy. Prawdopodobnie dzięki taniemu alkoholowi.

16.11

Rano poszliśmy sprzątać w kościele, nikt nie kazał mi już malować, więc spokojnie zajęłam się oblepianiem różnych rzeczy taśmą, żeby uchronić je przed poplamieniem, w razie przyszłego malowania. Było to przyjemne i spokojne zajęcie, niewymagające wielkiego wysiłku, które zajęło mi całe popołudnie. Miałam 3 godziny przerwy między próbą z dziećmi a powrotem z kościoła, więc zrobiłam dla nas (tzn. dla mnie, Piotrka i Dorcas) Placki z cukinii, karczochy i bataty. Jestem taka dumna. Było pyszne, karczochy ostatni raz jadłam we Francji, jak miałam 9 lat. Zrobiłam też dwa sosy. Ogólnie uczta. Sarai zaproponowała, żebyśmy zrobili u nas młodzieżowe (bo leje jak z cebra cały dzień). O 20 wszyscy się zeszli, graliśmy w osadników, i zjedli furę jedzenia. Nawet moje sosy z obiadu znalazły zastosowanie w pizzy. Moje babeczki trochę nie wyszły (papilotki nie trzymały), więc na szybko zamieniłam je w ciasto i jakoś wyszło. Zjedliśmy też z 5 paczki popcornu  oglądając Pitch Perfect (3 ja raz w tym miesiącu, ale czego się nie robi dla dobra ogółu).  

15.11

Wczoraj zmarł jeden z członków naszego kościoła, i dzisiaj poszliśmy na pogrzeb. Nabożeństwo odbyło się w wielkim domu pogrzebowym pod Barceloną, który przypomina lotnisko i jest daleko od jakiegokolwiek cmentarza. Wnętrzem przypominał salę w na wojskowych Powązkach, tylko, że takich sal było więcej i były rozmieszczone na kilu piętrach. Z lotniskiem skojarzyło mi się z powodu tablicy „odlotów” informującej, które wspominki znajdują się, w której Sali.

Wieczorem poszliśmy z Piotrkiem do chłopaków na gry. Upiekłam nawet ciasteczka. Znowu przegrałam z kretesem za pierwszym razem, ale wygrałam za 2 (grałam z Markiem i Rubenem, którzy mają po 5 i 8 lat…). Potem Ruben uczył mnie grać w FIFĘ, co było bardzo słodkie, bo naciskał moimi palcami na kontroler, więc i tak nie wiem o co cho, ale przynajmniej się uśmiałam.