6.11

Pakowanie książek u Daniego część. Nawet jeszcze połowy nie spakowałam. Potrzebuję więcej pudeł. I potrzebuję, żeby ktoś mi je przeniósł, bo dźwigać nie mam zamiaru. Skończyłam, o 11, więc miałam jeszcze czas żeby pobiegać przed Compasión. Nawet lunch zjadłam. O 13 poszłam pomóc pakować jedzenie, dzisiaj przywieźli owoce i warzywa: mandarynki, cukinie, pomidory i nektarynki. Musiałam przejrzeć pomidory, bo oni tutaj są bardzo czuli i jak ktoś dostanie obitego pomidora, to od razu się denerwuje, że dajemy mu ochłapy dla psów. Ja się nie denerwuję, tylko zamiast je wyrzucić zabrałam je do domu, okroiłam i zrobiłam 4 słoiki przecieru pomidorowego. O 4 wróciliśmy na Compasón i wydawaliśmy jedzenie. Zostało bardzo dużo cukinii i obitych nektarynek. Dałam Anie, naszej sąsiadce jeden słoik przecieru i tak się ucieszyła, że dała mi dynię z ogródka. Przez następne 3 godziny robiłam zupę dyniowo cukiniową (wyszła świetna) i kroiłam na kosteczki to, co wycięłam z nektarynek. Mamy teraz 3 duże tupperwear’y nektarynkowej kostki. O dziesiątej przyszli Andras i Benjamin i poszliśmy na piwo. Wygraliśmy z Piotrkiem w piłkarzyki dwie piłeczki…

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s