14-16.12 czyli 3 dni absolutnego szaleństwa!

IMG_20131214_000641

Mam najwspanialszego męża, przyjaciół i rodzinę na świecie. I miałam najlepszą 30-tkę ever.

Doleciałam do warszawy kilka minut po północy i kiedy zmaltretowana wychodziłam na salę przylotów zobaczyłam dziką grupę ludzi z balonikami, transparentami i harmonijką ustną śpiewającą „sto lat”. Kompletnie się tego nie spodziewałam, ale najwyraźniej zaskoczona miałam być przez następne trzy dni. Kiedy już wszystkich wycałowałam i zostałam wytulana, okazało się, że jedziemy na clubbing (mama przezornie zapakowała mi torbę ciuchów).

Byliśmy na imprezie Praia Latina (była wręcz prywatna, dzięki czemu Pio załatwił mi płytę Szynszyla). A potem przenieśliśmy się do Sziszy, gdzie było dla odmiany pełno ludzi (i nawet kilka znajomych twarzy).

Wróciliśmy o 5 rano, niestety zabraliśmy ze sobą klucze Piotrka, tak więc spotkaliśmy się na śniadaniu.

Po południu pojechaliśmy do babci Hani, a potem chciałam pojechać spotkać się z babcią Halinką i mamą, ale okazało się, że wylądowałam na obiedzie niespodziance z rodzicami, babcią i Rafałem na starówce. Rafał powiedział, że musi jeszcze pojechać do babci coś jej pomóc i mieliśmy spotkać się na Waliców na Agape, ale zadzwonił, że posuło mu się auto, i że mam podjechać po niego z Tomkiem.

I tak zostałam zwabiona na drugą imprezę niespodziankę…

Rafał zaprosił wszystkich na świecie, poza Agatą i Dawidem, Dorotką i Marcinem, Piotrkiem, Anią i Gutą, były też osoby, jak Justyna i Magda, których strasznie długo nie widziałam. Hagay z dziewczyną, koleżanki Ani, których nie znałam i Asia L. z nowym narzeczonym.

Było sushi taty, tort kanapkowy i mnóstwo sałatek zrobionych przez mamę, Anię i Agatę, (która zrobiła też dekoracje). Graliśmy w kapsle (zrobiliśmy tor przez całe mieszkanie), śpiewaliśmy karaoke i robiliśmy inne rzeczy, które robi się na imprezach. Najbardziej wytrwały był jak zawsze Pio, który został nawet posprzątać.

Nie był to koniec niespodzianek, bo wieczorem poszliśmy do kina z Jurkiem i Magdą na „Hunger Games” w 4D. To był dobry odmóżdzacz, idealny dla kogoś tak padniętego jak ja.

IMG_20131214_020138

 

Advertisements

11.12

 Od 9 do 14 jeździłam po Barcelonie, przewożąc jedzenie z banku żywności do kościoła, więc wróciłam do domu mokra jak szczur. A wieczorem spotkałam się na kolację z Denis, Brazylijką, której w zeszłym miesiącu zmarł mąż, myślałyśmy też, żeby wynająć u niej pokój, ale chyba tylko w ostateczności bym na to poszła, bo ona, mimo, że jest bardzo miła, ma swoje przyzwyczajenia i nie moglibyśmy przyjmować gości.

10.12

Egzamin z Katalońskiego myślę, że poszedł mi nieźle, została mi jeszcze czwartkowa część ustna. Mieliśmy pierwsze spotkanie z Danim (powinno być so tydzień, ale raz na 3 miesiące też jest nieźle). Ma nowe genialne pomysły na prowadzenie kawiarenki i zajęcia z angielskiego, brzmi nieźle, ciekawe, kiedy uda nam się zacząć. Zostałam jeszcze pomóc przy bazarze, co zaowocowało kolejnymi ciuchami za 2 euro. Kocham ten ich bazar. Dzisiaj znalazłam sukienkę desigual i, ponieważ miała dziurki dostałam ją za darmo. A ja ją naprawię, to będzie lepsza niż wcześniej.  

9.12

2013-12-09_16-47-51_962

Dłuuugi dzień. Rano poszłam zobaczyć mieszkanie, w bardzo fajnej dzielnicy i niedrogie. A wieczorem spotkałam się z Irene, moją włoską koleżanką, też z EVS’u, pojechałam do Barcelony zrobić przyśpieszone zakupy świąteczne.

 

2013-12-09_16-49-32_305

 

Po zakupach poszłyśmy na Plaza Orwel (już wiem, że nazywa się Plaza Tripi), tam spędziłyśmy trochę czasu, aż otworzył się bar, który chciała mi pokazać. Po drodze pokazała mi jeszcze bar Mariachi należący do Manu Chao. Bar do Koreo poszłyśmy jest maleńki, prowadzony przez dwóch staruszków, mają tylko piwo i wino z beczki i jakieś dwie przystawki, my wzięłyśmy smażona anchois. 2013-12-09_19-15-31_340

Następnie przeniosłyśmy się do na Robadors 23 na koncert Jazzowo- Hiphopowy. Typowy poniedziałek 🙂

2013-12-09_23-11-11_913

8.12

Po pierwsze udowodniłam, że można się obudzić o 10.30 i zdążyć na nabo na 11, zjeść wypasione śniadanie ze świeżą kawą i sokiem z mandarynek, umyć głowę, pozmywać i wyrzucić śmieci.

Na nabożeństwie zostałam wywołana na środek, bo w przyszłym tygodniu mam urodziny. I dostałam karteczkę. Dostałam na urodziny bilet do Wawy. Rafał kupił go w tajemnicy przedmą ze 21.11 i ściemniał mi, że nie ma już biletów w normalnej cenie, Piotrek mi ściemniał, że nie możemy wyjechać na święta, bo jest za dużo roboty…wszyscy wiedzieli i wszyscy mi ściemniali. To najlepszy prezent urodzinowy ever!.

993482_10151814479528240_554671876_n

A teraz z dziewczynami na imprezę salsową.

7.12

Rano wstaliśmy o 8, ja poszłam się do domu umyć i przebrać, wróciłam do kościoła i do 13 sprzątaliśmy, umyłam wszystkie okna po południowej stronie. Padam. Wróciłam na obiad, o 17 mieliśmy próbę przedstawienia (masakryczną, czy tych dzieci nie można związać??) A po próbie poszliśmy z grupą mło na przedświąteczny bazar, Widzieliśmy paradę gigantes a potem poszliśmy do Sarai i Davida na film, po spędzeniu 24 godzin z dzieciakami umieram.

1471974_10153564666180654_1389369147_n