27.01

Dzisiaj pojechaliśmy do pani Bocheńskiej, żeby jej pomierzyć kuchnię i zobaczyć co tam trzeba zrobić. Chciały jeszcze pojechać do sklepu i zjeść obiad, więc dzien był bardzo pracowity. Wróciliśmy o 17 bo miałam spotkanie z Danim.

Advertisements

26.01

Super pracowita niedziela: O 8:30 dostałam smsa z prośbą pomoc na szkółce o 10, więc pobiegłam. Po kościele zrobiłam chłopakom obiad, umyłam Dorkas wszystkie okna  i poszliśmy na piłkę. Graliśmy z chłopakami z kościoła i nawet dwa gole strzeliłam. Ile strzelił Rafał nikt nie wie. Pewnie ze 20.potem poszliśmy się trochę ogarnąć i chłopaki zaproponowali, żeby zabrać Piotrka na pożegnalny durum (taki kebab) i clarę (Piotrek jutro jedzie do malagi na szkolenie). Wróciliśmy koło 22 i spotkaliśmy po drodze Monicę i Deni, które wzięły mnie na Salsę do fajnego klubu w Gawie, do którego już kilka razy się wybierałam, ale nigdy w końcu nie poszłam. Tyle by było jeśli chodzi o leniwą niedzielą.

25.01

Rano pojechaliśmy oglądać mieszkania, pierwsze okazało się budą dla pasa, ale drugie już było całkiem niezłe. Tylko 10 km od kościoła (wiem, bo mniej więcej jest przy spacji Castelldefels plajta). Wieczorem, o 17 poszłam do kościoła sprzątać a potem zrobiłam babeczki i poszliśmy z Rafałem i Piotrkiem na młodzieżowe. Było fajnie, bo było mnóstwo ludzi, ale oglądaliśmy film, który już widziałam, więc o 23 wymknęłam się po angielsku.

23.01

Umówiłam się z Viktorią, koleżanką z katalońskiego, że będę jeździć z nią samochodem na zajęcia. Pomysł powstał wczoraj a został potwierdzony dzisiaj o 8:40, smsem, który mnie obudził (już się poddałam i chciałam przenieść się na wieczór, bo wieczorne zajęcia są w Castelldefels). Ale jestem z siebie dumna, bo w 20 minut zdążyłam wyjść z domu (nie w piżamie, po śniadaniu i nawet z zeszytami, tylko kawę miałam na wynos).

Zajęcia z Rosą w Viladecans są dużo lepsze niż z Jaume w Castelldefels, robimy więcej ćwiczeń z gramatyki, mamy prace domowe i wszystko wydaje mi się bardziej usystematyzowane. I Rosa jest dużo bardziej wymagająca.

Dzisiaj pracowaliśmy nad zdaniami warunkowymi i czasem przeszłym w trybie łącznym. Pani profesor wymyśliła nam początki pytań, które mieliśmy dokończyć i zadać drugiej grupie. Kończyły nam się czasowniki i koleżanka wymyśliła „co być zrobił, gdyby znikną twój dom” i to miało być takie zabawne pytanie, dom miał zniknąć magicznie. Ale okazało się bardzo rzeczywiste, bo pan w drugiej grupie odpowiedział, że w takiej sytuacji przyjechałby do Hiszpanii, co właściwie zrobił, bo jest z Syrii i cztery miesiące temu jego dom znikną, tak jak stał musiał uciekać i tak znalazł się w Barcelonie. Taka więc nowa perspektywa w całym naszym szukaniu mieszkania.

W przerwie między szkołą a pracą mam ambitny plan nadrobienia zaległości w korespondencji, mailach, ręcznym praniu swetrów, czyszczeniu butów i zrobić wreszcie plan zajęć z angielskiego. Zrobiłam też nam super lunch i całkiem mi wyszła tortilla de patatas 🙂

2014-01-23_12-42-44_835

22.01

Dzisiaj cały dzień spędziliśmy z pracy w kościele. Rafał pomagał Piotrkowi w robieniu paczek dla Con pasión a ja sprzątałam górę, bo jutro ma przyjść fotograf. Więc nosiłam pudła, jak zawsze, bo tego właśnie nie mogę robić. Przydało się moje doświadczenie w grze w tetris, bo paczek było tak dużo, a pomieszczenie tak maleńkie, że trzeba było sporo się nagłowić, żeby wszystko się zmieściło. Najlepsze, że musiałam tam też zmieścić rozmontowane półki, które mają być tam zmontowane, żeby na nich układać te pudła… a tak, zajmują tylko więcej miejsca…

Na lunch Piotrek zaprosił Eduardo, emerytowanego pastora, który jest odpowiedzialny za con pasión i mieliśmy pierogi i żurek.

Zaraz po pracy, o 19 poszliśmy na spotkanie w sprawie mieszkania. Umówiliśmy się pod domem, czekaliśmy 20 minut w deszczu i babka ani nie przyszła, ani nie odbierała telefonu. Wrrr

21.01

Przeczytałam, że dzisiaj był najbardziej dołujący dzień w roku (w Polsce) tu też było smutno, bo szukamy, szukamy i nic.

Rano pojechałam na Kataloński, pierwszy raz do nowej miejscówki w Viladecans, moja grupa z Castelldefels przepisała się na wieczór, a ja mam wtedy pracę. Bez sensu, bo niby w linii prostej to jest 15 minut, ale ja muszę lecieć 15 minut na stację, potem czekać na pociąg (bo, jak się okazało, nie każdy się zatrzymuje na wszystkich stacjach) i potem jeszcze 10 minut od stacji na zajęcia. Dodatkowo 2 razy w tygodniu jechać i wracać, to wychodzi 21 euro miesięcznie, czyli drożej niż sam kurs L

Wróciłam zadowolona z zajęć, znalazłam nawet podwózkę do Castelldefels i pobiegłam na spotkacie z umówioną właścicielką domu, która ma do wynajęcia pokój za 390 euro. Jest maleńki, ale zobaczymy, jak już nic się nie da zrobić… po południu widzieliśmy jeszcze jedno w Gavie za 400, (chociaż pan zaczął rozmowę od 500) ale też przez agencję i miało tylko jedno okno, więc chyba tam nigdy nie ma tam słońca.  

Zrobiłam pranie i zmieniłam pościel, więc nie byłam taka całkiem bezużyteczna. Mieliśmy też pyszny obiad, bo podzieliliśmy się resztkami z wczoraj i nam starczyło na 3 osoby a pani Bocheńska jeszcze z tego co jej zostało zrobiła zupę. Ja jadłam puplety z tuńczyka- NIGDY WIĘCEJ! ŻADKIE  PASKUDZTWO!!!

20.01

Umówiliśmy się z Panią Bocheńską, więc pojechaliśmy do Barcelony, wcześniej obejrzawszy jedno mieszkanko po drugiej stronie ulicy, ale było strasznie drogie.

Poszliśmy na plac Katalonii, przy okazji szukałam rzeczy, które zamówili u mnie chłopaki z Anglii, ale nie znalazłam, tego, czego szukali.

Spotkaliśmy się z Panią Bocheńską o 14 a do domu wróciliśmy po 24. Przekazaliśmy jej książki i papierosy, a ona zabrała nas na spacer po jej ulubionych miejscach w Barcelonie, zaprosiła na lunch na pyszne tapasy, kupiła piosenkę u ulicznego muzyka a wieczorem pojechaliśmy do niej na obiad, który ja zrobiłam, choć tyle mogłam od siebie dać.

2014-01-20_15-56-49_569

2014-01-20_15-56-57_749

Było fantastycznie. Dała mi też swój sweter (mówiąc, że na nią jest za duży, choć moim zdaniem wyglądał dobrze…) Co za kobieta, przebojowa jak lodołamacz. Rafał będzie jej w przyszłym tygodniu pomagał remontować kuchnię Gayane (o czym oczywiście Gayane nie wie, bo to ma być niespodzianka).

2014-01-20_21-49-55_327

W ramach naszego spaceru byliśmy też na bazarze na placu glorii a po drodze kupiłam Rafałowi rolki, dużo lepsze niż te, które miał. Właściwie kupiła mu je babcia Lucynka, bo mama dała mi od nich kasę na prezent świąteczny.

W między czasie pojechaliśmy do agencji, ale zażądali 290e za samą rozmowę, a potem może nam znajdą mieszanie a może nie, więc wydało nam się to podejrzane i nie skorzystaliśmy.

19.01

Po nabożeństwie i szkółce niedzielnej wróciliśmy do domu szukać dalej mieszkań. Ja się zwinęłam w burrito smutku i oglądałam seriale w necie.  Ale poszliśmy z Rafałem na rolki, co było bardzo fajne i znaleźliśmy  klub gry w bule, więc tata i ciocia Ewa mogą spokojnie przyjeżdżać.

2014-01-19_17-32-44_913

2014-01-19_17-32-59_218

2014-01-19_17-47-37_452

 

Boiska do petanque/buli

 

2014-01-19_17-41-03_569

dzielnicowy klub petanque

2014-01-19_17-41-33_83