20.02

ciężko…olałam kataloński i zostałam w łóżku, niestety wieczorem muszę się spotkać z Mercie w kościele. Ale zrobiłam pyszny obiad- cheeseburgery i frytki 🙂 (wszystko domowej roboty, nie z fast fooda) a Piotrek kupił na deser truskawki i zrobił z bitą śmietaną… mniam

nasz widok z okien

2014-02-16_14-38-56_22

2014-02-20_16-40-32_64

2014-02-20_16-40-43_585

19.02

dobry dzień, dużo załatwiłam, cały dzień byłam z Obra Social, wyprałam też obrusy po imprezie kościelnej, zamieniłam krem w aptece, bo dali mi za mały. Wieczorem przeprowadziliśmy akcję przeciw świerzbową i mamy nadzieję, że to już koniec naszych przygód.

17.02

Dzisiaj miałam pierwszą wizytę u lekarza (nawet u dwóch!) jeden od kaszlu i świerzbu a drugi to Maika- żona pastora, która jest położną. Potwierdziła ciążę, założyła kartę i zapisała na usg za tydzień. Na 15 minut przed wizytą dostałam krwawienia, więc przestraszyłam się potwornie, ale podobno to nic, do póki nie krwawi bardzo obficie.

Czuję się jak zdechlak. Mogłabym spać po 20 godzin za dobę.

O dziwo, udało mi się zrobić 100% planu (ok., to nie był zbyt obszerny plan, ale zawsze) już się prawie poddałam z tym lekarzem, ale okazało się bardzo łatwe.

Napisałam do pana od „studiów” i mam czas na napisanie pracy po początku maja.

16.02

Myślałam, że zejdę z głodu w kościele. Maika, powiedziała, że mam jeść co dwie godziny i przyjść w poniedziałek na wizytę.

Zadzwoniliśmy do mamy i taty z dobrą wiadomością. Na razie oprócz nich wie tylko Piotrek, MA (bo zasięgałam u niej rady w czasie mieszkania u niej) i Maika, pielęgniarka/położna, do której chodzę na badania. Radziła mi poczekać do 3 miesiąca zanim zaczniemy się chwalić. Mam 3 miesiące, żeby znaleźć super pomysł „ogłoszenie”

15.02

Rozpakowujemy się na nowym miejscu. Nareszcie mam większość swoich rzeczy w jednym miejscu! U MA byłam spakowana tylko na weekend i nosiłam te same rzeczy dwa tygodnie.

Od dwóch dni mamy po 19-20 stopni. Huraa!!

Zrobiłam test ciążowy, wyszedł pozytywnie… dziwne uczucie. Siedzimy z Rafałem i się na niego patrzymy, ale nie jesteśmy szczególnie zaskoczeni, ale jednak nie dowierzamy.

1504412_10153909854660654_1650409904_o

 

 

14.02

Dziś familia caracoles przenosi się do kolejnego mieszkania. Szkoda nam opuszczać dom Jose Luisa i MA, bo bardzo dobrze się tu czuliśmy i będzie nam brakowało hałasu i dziewczynek.

Przez najbliższe dwa tygodnie będziemy pilnować mieszkania Susan i Stevena, którzy pojechali na dwa tygodnie do Stanów, do rodziny.

Wieczorem  poszliśmy na kolację “cena de los enamorados” w kościele. Było pysznie, była pizza i spagetti z krewetkami i pomidory z mocarellą. Mniam.

2014-02-14_21-52-22_983

13.02

nie udało mi się dotrzeć na kataloński. Wsiadłam w autobus L79 zamiast L97 (nie przyjrzałam się, bo nie wiedziałam, że jeżdżą tą samą trasą) tyle, że ten w który wsiadłam, niespodziewanie zjechał na autostradę i następny przystanek miał już w Barcelonie. Taka wycieczka- niespodzianka.

Po powrocie zabraliśmy z Rafałem dziewczynki na plażę, bo są na kwarantannie i nie poszły do szkoły.

2014-02-13_13-29-28_202

2014-02-13_12-53-26_561

 

Rafał i jego kaczuszki

2014-02-13_13-08-39_843

Wieczorem przyszła jeszcze Kris z dwójką swoich chłopców, więc poszliśmy jeszcze raz na plażę. Zrobiłam też babeczki, bo MA miała mnie nauczyć robić polewę, ale zostały zjedzone, zanim miałyśmy szansę pomyśleć o polewie.

12.02

uu bałam się tej środy, bo miałam zacząć nowy projekt- nadzorować ludzi z pomocy społecznej, którzy przyjdą robić drobne naprawy sprzętów- polerować i malować stoły i krzesła na przykład. Ale szczęśliwie nikt nie przyszedł i mogłam pomagać przy rozdawaniu jedzenia.

Skończyłam, a raczej zmęczyłam książkę Alice Munro, noblistki z 2013. Niby dobrze się czyta, bo jej krótkie formy są naprawdę dobrze opowiedziane, ale brak im treści, tak jakby je opowiadała dla samej przyjemności tworzenia bardzo dokładnego świata, ale w tym świece nic się nie dzieje. Dodatkowo opowiada o małych, beznadziejnych miasteczkach lat 20. gdzie jest duszno, gorąco, nic się nie dzieje i nie ma widoków na przyszłość. Trochę przypominało mi to Grona Gniewu Stainbecka

Poznaliśmy nowe słowo SARNA- po polsku świerzb. Okazuje się, że wszyscy go w domu mamy….

11.02

Za namową MA uciekłam z katalońskiego i pojechałam z nią na zajęcia z ceramiki. Nie mogę się doczekać aż ostaniemy wypalone rzeczy, wycinałam chmurki, z których zrobimy broszki i będziemy je sprzedawać.

Wieczorem opiekowałam się Leą i korzystając z okazji obejrzałyśmy Frozen. Bardzo mi się podobało.

Rafał się za to przeziębił, bo pracował (zarobkowo) cały dzień na zewnątrz reperując domofon sąsiadce. Wieczorem pojechali z Jose Luisem do kina na Wilka z Wall Street i wrócił już z gorączką.