24.03

Wczoraj Rafał przytachał ostatnią walizkę od Piotrka. Jestem całkowicie rozpakowana. Do obiadu prasowałam. Tak prasowałam!! I nawet mi się podobało. Część rzeczy spakowałam ponownie, bo obawiam się, że w niektóre letnie sukienki nie wejdę (już nigdy).
Gabriel, nasz współlokator ma dzisiaj 50 te urodziny, idziemy na dół, robić mu imprezę niespodziankę.

22.03

Najgorsze w ciąży daleko od domu są zachcianki nie do spełnienia. Marzy mi się kolacja u babci Halinki. Rafał zrobił mi pyszne kanapki i nawet herbatę z cytryną i cukrem PRAWIE jak u babci, ale Hałki z szynką to nie da się jednak podrobić… ani Bielucha ze szczypiorkiem…

21.03

Kończę skanować największą książkę na świecie, waży chyba z 5 kilo i skanowanie jej jest super nie wygodne. Rano udało mi się zrobić połowę i miałam nadzieję, że wieczorem będę dzielna i ją skończę, ale czułam się fatalnie (pewnie od tego, że błyskało mi po oczach) i w wielkim stylu powróciły nudności. Dobrze, że koleżanka przyszła do kościoła i otworzyła mi salę przedszkola (tam jest najbliższa toaleta). A już tak się cieszyłam, że minęły…

20.03

10153293_10153940387110654_1369443734_n

zrobiłam 55 pierogów z truskawkami! Starczyło na obiad dla 3 osób, poczęstunek dla Gabriela- współlokatora i na zabranie na imprezę na kataloński (skoro już mówiłam o pierogach, to trzeba rozszerzyć prezentację).
Jedna z koleżanek z kursu jest w siódmym miesiącu ciąży i grupa zrobiła jej niespodziewane baby shower. Są kochani.

19.03

Skończyła się dobra passa energii i dobrego samopoczucia. Rano poszłam na Obra social i zrobiłam mnóstwo paczek, ale tak o 15, po obiedzie, położyłam się na chwilkę i już nie dałam rady pójść na wieczór (obudziłam się o 17:40…)

18.03

Kolejny dzień, kiedy czuję się dobrze!! Tam dobrze, że poszłam potruchtać na plażę. Zrobiłam 4 km i nawet się nie zmęczyłam. O byle to trwało jak najdłużej.
Wieczorem po raz kolejny się przeprowadziliśmy (to już 5. raz) tym razem mamy jednak szafę, więc po raz pierwszy od grudnia możemy się rozpakować.
Po przeprowadzce napisałam jeszcze prezentację na kataloński (o pierogach), okazało się, że prezentacja jest na zaliczenie i w ten smaczny sposób zaliczyłam kolejny trymestr. A w czwartek jest impreza a nie egzamin, jak myślałam… to dużo lepiej.

17.03

Rano pojechaliśmy jeszcze raz do dekatronu, tym razem z Jose Luisem i Ma kupiła sobie rolki. Robi się przy nas coraz bardziej sportowa.
Umyłam samochód! Nareszcie, jest czysty i odkurzony i lśniący.
Wieczorem poszliśmy z Jose Luisem i dziewczynkami na paddle- hiszpańską wersję tenisa graną małymi drewnianymi rakietkami. Gra się jak w debla, ale można odbijać od ścian, ja nie grałam za dużo, bo i tak już byłam zmęczona, ale wieczorem nie mogłam się ruszać. Zażyczyłam sobie na kolację jajko po wiedeńsku, Rafałowi udało się już za 2. podejściem i poszłam spać.

16.03

Po kościele pojechaliśmy na pierwszą rowerową przejażdżkę z Ma i Leą (ich pierwszy raz). Rafał szalał na rolkach a na plaży były tłumy i wszędzie czuć olejek do opalania- jednym słowem wakacje!
Wieczorem przyjechał Jose Luis z dziewczynkami z 3dniowego wypadu na narty i kiedy się rozpakowywali, a Ma kąpała dziewczynki, zrobiłam im zupę pieczarkową (bardzo smaczna mi wyszła).

15.03

Ale super dzień!! Pojechaliśmy o 10 na wyprzedaż do Decathlonu. Raz do roku wyprzedają wszystko, co ludzie zwracają i można znaleźć fajne oferty. Ma znalazła dla dzieciaków stolik ogrodowy za 15 euro i śliczny rower z koszyczkiem (właściwie to ja go znalazłam, ale stwierdziłam, że 80euro, to dla mnie za dużo). Rafał kupił sobie Rower za 30 euro, tylko musi go sobie doczyścić. Obok stał taki sam model, tylko mniej ubłocony za 100euro.

Kupiłam Rafałowi jeszcze taką deskę do surfingu w ramach prezentu gwiazdkowego (ale teraz się zastanawia, czy nie jest na niego za mała- mam pecha do prezentów gwiazdkowych dla niego). Ja dla siebie roweru nie znalazłam, bo priorytetem dla mnie było, żeby był to rower miejski, żebym mogła siedzieć wygodnie wyprostowana.

Kiedy już staliśmy w kolejce, zobaczyłam rower idealny i nawet powiedziałam do Rafała, że ten rower ma na sobie moje imię, ale, już byliśmy zmęczeni. Kolejka oddających rzeczy na wyprzedaż jednak nie malała, więc zagadałam z panem i powiedział, że chce za niego 80 euro, kupił go dla żony za 180, ale użyła go dwa razy i niestety nie może jeździć z przyczyn zdrowotnych. Pogadałam jeszcze trochę i poszłam. Kiedy zapłaciliśmy za wszystkie zakupy i wychodziliśmy, zobaczyłam, że doczekał się i właśnie się rejestruje, podeszłam zapytać, czy dali mu tyle ile chciał. Okazało się, że mieli problemy z komputerami i może tylko zostawić sprzęt, żeby mu go wycenili później. Zaproponowałam 60 euro od ręki, uścisnęliśmy sobie dłoń i wyjechałam na rowerze idealnym!!!!!!!

W Dekatlonie mi go dopompowali, podwyższyli siodełko i kierownicę i razem z Rafałem ruszyliśmy na Rowerach do domu (Resztę rzeczy zapakowaliśmy Ma do samochodu, ale zmieścił się tylko rower Rafała, bo to góral).

Z Sain Boi do Castelldefels jechaliśmy 45minut, było wspaniale, ja czułam się taka szczęśliwa. Rower jest leciutki, nie trzeba się wcale za dużo na pedałować i jest taaaki wygodny. Pogoda też była super- słoneczko 21 stopni i lekki wiatr.

1836820_10153909789985654_193265969_o

Pojechaliśmy do kościoła na sprzątanie, po godzinie się ze wszystkim uwinęliśmy i pojechaliśmy na obiad (od kościoła do MA jest 15 minut).

Rafał jeszcze wieczorem poszedł z Piotrkiem na godzinę na Rolki, ale ja już odmówiłam.

1962080_10153909789185654_324392544_o

rower na stronie decathlonu

Z OSTATNIEJ CHWILI

Rafała rower to też niezły deal, perełka niemal. Ma super amortyzatory i nowy kosztuje 125 euro.