22.05

busy, busy, busy!! Między pocztą, zakupami, kawiarenką, pracą, pracą na kataloński, prezentacją i raportem dla Danieli. Dlatego oglądam „Elemenary” jak przystało na bułę.

PS znalazłam śliczną grafikę opisującą takie buły jak ja.

 

i jestem grubasem

101_0019

Advertisements

21.05

Pojechaliśmy z tatą do decatlonu i kupiliśmy Rafałowi prezent na urodziny, taką fajną deskę do buggie boardingu. Szkoda, że tu jednak nie ma takich fal jak w Meksyku. Wieczorem napisałam pracę na kataloński o historii Katalonii. Przynajmniej temat taki sam jak mojej pracy do „studiów”, więc wystarczyło przetłumaczyć.

Mama Rafała zrobiła obiad i wszyscy zostaliśmy zaproszeni, wszystkie Sochy, Tata, Dorkas i Eduard. Było pysznie i bardzo sympatycznie, mimo początkowej bariery językowej.

Zostaliśmy zalani warzywami, które zostały z Obra Social. Będziemy się musieli odżywiać wyłącznie nimi. Dziś na kolację melon z lodami, sosem brzoskwiniowym i posypką z granatów. Jutro na obiad zupa krem z kalafiora i karczochy.

20.05

Ozdrowiałam nagle i niespodziewanie.

Dzisiaj Sagrada Familia. Tata kupił nam wejściówki z okazji dnia dziecka a my kupiliśmy bilet mamie z okazji dnia mamy.

101_0055

101_0058

19.05

Przerwa w zwiedzaniu. Karat mnie pokonał. Chłopaki (i mama) pojechali do Monserrat. Trzeba im przyznać, że mieli dużo lepszą pogodę niż my (ja, moja mama, Szymon i Mike) kiedy to przez cały czas lało jak z cebra.

Tym razem nie pojechali kolejką, tylko wspinali się po górach. Tata był zachwycony.

Ja też nie byłam całkiem smutna, zaczęłam czytać „Śnieżka musi umrzeć” i połknęłam ją za jednym posiedzeniem zajadając kanapki z białym serem i z miodem. Najlepszy kryminał, jaki ostatnio czytałam.

18.05

Poszliśmy wszyscy razem na nabo (ja na 9 na piechotę biegłam, bo pierwszy raz otwieraliśmy kawiarenkę przed. Po spotkaniu był wspólny obiad z okazji dnia rodziny. Tata zrobił tortillę z humusem a mama sernik na zimno. Obydwa zostały pożarte. Ja siedziałam w kawiarence (tata był moim co-baristą) więc Rafał, Piotrek i mama donosili mi różne pyszności.

Późnym popołudniem pojechaliśmy do muzeum Picassa, na dalszą część ukulturalniania. Muzeum jest wielkie i ma sporo fajnych prac, ale też sporo szkiców. Obok sali poświęconej Las Meninas są dwie sale z samymi szkicami i próbami do nich, więc troszkę za dużo.

17.05

Noc muzeów!! Nasza najbardziej udana noc muzeów. Początkowy plan zakładał La Pedrerę, ale kolejka ciągnęła się w Okół całego kwartału (4 godziny stania jak nic, to już chyba lepiej zapłacić te 20 euro…) szybko zrezygnowaliśmy i pojechaliśmy do klasztoru Pedrabels, który dzisiaj był wyjątkowo cały udostępniany zwiedzającym. Fajne miejsce bardzo, szczególnie te pomieszczenia zakonnic i kuchnia. Mają też niesamowite średniowieczne zabytki, takie jak księgi i meble.

Następnie pojechaliśmy tak trochę przypadkiem do parku Guell, i to okazał się być bardzo dobry wybór. Pojechaliśmy bo miał być otwarty niebieski dom strażników, okazało się, że jest on otwarty zawsze i to w cenie biletu na część płatną, w której się znajduje a pyzatym nie ma w nim nic zbyt ciekawego. Natomiast sam park prezentował się fantastycznie. Było w nim może ze 100 osób, przyszliśmy na 5 minut przed likwidacją bramek (bo mimo, że wszystkie muzea były darmowe od 19, park był darmowy od 21, więc nam się trafiło) i jeszcze zostaliśmy na bardzo fajny koncert.

Na koniec pojechaliśmy do fundacji Miró, początkowo weszliśmy na wystawę chyba młodych talentów gdzie były dzieła takie jak „góra piachu na środku podłogi” oraz seria zdjęć „facet mordujący krowę i taplający się w jej krwi”. Na szczęście trafiliśmy do właściwego muzeum Miró, które było wszystkim czego oczekiwałam. Jednak zanim pójdę na następną wystawę z Rafałem mam dla niego lekturę obowiązkową:

16645525

a to już Pedrabels

101_0022

 

i prywatna wycieczka w parku guel

101_0048

16.05

Huraa tata i mama Rafała przyjechali, będziemy razem troszę ponad tydzień. Dzisiaj jedziemy do kolonii Guell. Wieczorem tata szalał na rolkach z Piotrkiem i Rafałem, więc zachowuje przyjemny balans między zwiedzaniem i sportem.

Zobaczyłam naszą lodówkę. jest pełna…szczęścia

Genewa 13 i 14.05

Spotkanie European Council of Religious Leadres. Spotkanie jak spotkanie, miało swoje ciekawsze i nudniejsze momenty. Ciekawie opowiadała Merhézia LabidiMaiza o pracy nad konstytucją Tunezji i Jasna o pracy w Kosowie nad projektami międzywyznaniowymi. Było też parę zupełnie nudnych wypowiedzi. Jak zawsze. Trochę się zakręciłam z pisaniem raportu, tweetowaniem i pisaniem na FB dla EIYN.

Najlepszy był lunch. Objadłam się tak, że do śniadania już nic w siebie nie zmieściłam.

Wieczorem poszłam na kolację, tak dla towarzystwa z Barty, przewodniczącą światowej rady Hindu, angielską zakonnicą z Rzymu i parą z Belgii. Było bardzo przyjemnie.

World Council of Churches mają świetny gmach.

O 20 byłam już z powrotem w Castelldefels, gdzie czekał już u nas tata.

©GNNSJ_images2014-1202 116 114 164 163 185 184 227

12.05

Dostałam dzisiaj kartę do hiszpańskiego konta i jeszcze załatwiłam promocję, że będą mi zwracać ¼ za transport. Nawet Rafał jej nie wypatrzył, chyba już bardziej dumna nie mogę być 🙂  Skończyłam też skanować książkę dla Ma (którą już raz zeskanowałam, ale mi się nie zapisała- bardzo mnie frustruje ten skaner…). Pozałatwiałam jeszcze mnóstwo drobiazgów, a o 17 poleciałam do Genewy.

Genewa, na tyle na ile zdążyłam ją zobaczyć jest śliczna. Wszyscy mówią po angielsku, jest czysto, zielono a turyści mają darmową komunikacją miejską.

10321708_10154111328595654_6609169478862139113_o

11.05

Miałam szkółkę, więc nie wiem, jakie kazanie miał nerwowy pastor, ale dał nam swoją książkę.

Ostatni dzień w Carrefourze. Bardzo przyjemne doświadczenie, prawie wszyscy się zatrzymują i słuchają, kiedy im mówię, że zbieramy jedzenie. Gro ludzi rzeczywiście coś nam przynosi. Część z nich nawet bardzo dużo. Zdarzały się przypadki, kiedy ludzie zapominali, wracali powrotem do sklepu i jeszcze raz stali w kolejce, tylko po to, żeby nam coś ofiarować. Niektórzy jechali do domów i wracali z zapasem jedzenia dla dzieci, z którego ich pociechy wyrosły a jeszcze były dobre. Często pytali, co dokładnie kupić. Parę razy zdarzyło się, że ktoś podarował cały wyładowany jedzeniem wózek. Więc Obra Social przez najbliższy czas powinna kwitnąć. A, i jeszcze burmistrz robił zakupy i podarował nam paczkę makaronu…