25.08

Cały dzień w Palamós- na wybrzeżu costa brava, jakieś dwie godziny od Barcelony. Żałowałam tylko, że nie pojechaliśmy jeszcze troche dalej do Figueras, zobaczyć teatr Dalego, ale może innym razem sie uda.

image

image

image

image

image

image

Wieczorem mieliśmy grila z sąsiadami z dołu, z okazji urodzin Martina i zaległych Rafała. Ja byłam odpowiedzialna za deser i zrobilam na szybko strudel z jabłkami (dzięki ci Lidlu) i mar de cava: coctail z cavy i sorbetu cytrynowego. Podobno pyszny, moge tylko wierzyć na słowo.
Mieli pyszne steki z brazylijskiej wołowiny (a ja swojego człowieka przy grilu) wiec chyba mi już nie grozi anemia.

24.08

Po kościele i kawiarence spotkaliśmy sie u nas z Terefenkami i zjedliśmy zrobiony przez Piotrka obiad. Potem poszliśmy do J.L i Ma na basen i grila- ich co prawda nie było, ale zostawili nam klucze i błogosławieństwo

image

22.08

Wczoraj w nocy przyleciałam do Castell i czekała na mnie ogromna niespodzianka: PERUWIAŃCZYCY SIĘ WYPROWADZILI.
Są z to z nami Paweł i Ola + Maja i Hania. Ola z Rafałem doszorowywali wczoraj kuchnię po naszych współlokatotach i opowiadali mrożące krew historie (np. O nie myciu blachy w piekarniku… tylko używaniu drugiej strony).
Miałam dziś wizytę u Maiki i od 1.10 idziemy do szkoły (jak wszyscy przykładni uczniowie). Wieczorem poszłam do kawiarenki i wpadła też tam cała nasza obozowa grupa, żeby powymieniać sie zdjeciami.
Byliśmy bardzo zaskoczeni, bo podziekowali nam za obóz i dali bardzo fajny prezent: fun box z mnustwem atrakcji do wyboru i zdjecie grupowe w ramce.

image

image

10-18. 08 Gdańsk

Od 10 do 18 bylismy na wymianie w Gdańsku (na Wyspie Sobieszewskiej konkretnie). Przyjechały dzieciaki z 5 krajów, Polski, Portugalii, Rumunii, Węgier i nasza grupa z Hiszpanii (w osobach Eli, Sary, Alexa, Kevina, Raquel, Jose Luisa, Benjego, Andreasa i Marca).

10483089_10204531388514221_8604344015258412964_o

Było bardz fajnie, mieliśmy warsztaty, dni tematyczne i sporo wycieczek. Rafał miał najwięcej roboty, po prowadził programy poranne i wieczorne i był odpowiedzialny za grupę. Ja tylko tłumaczyłam, ale starałam się też być z grupą, prowadziłam warsztaty itp. Padałam codziennie wieczorem o 10 jak dziecko.

Poza zajęciami programowymi przeczytałam dwie książki (W poszukiwaniu swiętości we współczesnych indiach  fantastyczna,!!! i biografię Alejandro Jodorowskiego Mistrz i czarownice, która była miejscami nudna i przegadana, ale ostatni rozdział, który składa się z anegdotek a nie poszukiwania oświecenia był warty całej książki).

Zrobiłam też dwa ubranka dla Pawła synka Kasi i Sławka oraz dla Zosi córki Ali i Tomka.

Mimo, że trochę się umęczyliśmy, to nigdy nie zamieniłabym tego wyjazdu na nic nie robienie w kawiarence.

10.08 Przyjechaliśmy wieczorem z działki, jechało nam się super pustą i bezpłatną autostradą. jak w Niemczech normalnie.

11.08 Tata wyjechał. Smutno bardzo, ale nie ma czasu rozpaczać, bo robota wre

12.08 Dzień Polski, tańczyliśmy poloneza, który jak zwykle był hitem.

Po obiedzie pojechaliśmy do pięknego Gdańska. Miałam wątpliwości czy wytrzymam tępo, ale było super.
image

image

image

10557382_848116248534654_324388638833924682_n

13.08 trochę odsypiałam Gdańskie wyczyny, ale na szczęście był dzień węgierski więc nie musiałam nic za bardzo robić.

14.08 Zaczęłam warsztaty z haftu krzyżykowego, przy okazji robienia ubranek dla dzieci Kasi i Ali.
image

Wieczorem mieliśmy dzień portugalski, było fajnie, ale taki sam program mieli w zeszłym roku.

15.08 Byliśmy w Malborku, co było super, ale w nocy poszliśmy jeszcze na światło i dźwięk, co już nie było takie super, bo spektakl był tylko po polsku. Pozatym ma ogromny potencjał, niestety wogólne nie wykorzystany… największy zamek w Europie mógłby się pokusić o coś bardziej wyszukanego. Bo to, że aktorzy (rzeczywiście fantastyczni) mówią jakieś zdania, niekoniecznie ze sobą połączone i na zamek padają różnokolorowe światła, to żaden szał. Nasza grupa najbardziej się ucieszyła z McDonalada 🙂

16.08 dzień wojskowy, najlepszy dzień obozu. Graliśmy w podchody najpierw na terenie, potem w lesie, gdzie jest dużo bunkrów i można się na prawdę fajnie schować. Rafał miał jeszcze genialny pomysł, żeby grać w nocy po 12, ale już się nie zdecydowałam (za to wszyscy uczestnicy byli w niebo wzięci).

wpid-wp-1408192248184.jpeg

17.08 Byliśmy w kościele w Gdańsku u Roberta Miksy. Spontaniczne go tłumaczylam, co mnie wymęczyło, bo kazanie miał wymagające. Nasza grupa pokazała przedstawienie nad którym pracowali cały obóz i wyszło świetnie.

Po kościele pojechalismy na Westerplatte,

wpid-wp-1408647730393.jpeg

Wieczorem robiliśmy dzień hiszpański dzień. Jestem pełna podziwu dla naszych dzieciaków. Dziewczyny robiły hiszpańskie tapasy przez 3 bite godziny. Zrobiły gaspacho, przystawki z jamon serrano, tortille i ryż na mleku. Przebrały się w stroje do flamenco i wyglądały przepiękne. Chłopaki zrobili najfajniejsze gry i popisaliśmy się.

18.08 Cały dzien na przemian lało i prawie lało. Pod wieczór niespodziewanie wpadła Olga i zrobiła nam sesje. Wyczailiśmy niechcący jedyny moment kiedy nie padało i było świetne światło. To był nasz drugi raz na plaży, do której mamy 100 m. I przynajmniej Olga zmotywowała nas do wejścia po raz pierwszy do wody.
Na zakończenie obozu mieliśmy wieczór gwiazd i dzień rumuński. Nie wiem co na nim robili, bo spałam

wpid-wp-1408707605656.jpeg

Rafał zostal ukochanym liderem

wpid-wp-1408647552122.jpeg

8-10.09 działka

Zupełnie nadprogramowo udało nam się z tatą spędzić trochę quality time na działce i spotkać z Krysią +2, Karolem +2, ciocią Ewą, Mańkami i wujkiem Maćkiem.
Zaliczyliśmy obowiązkową kąpiel w jeziorze i inne działkowe atrakcje. Zabawa była przednia.

image

6-8.08 Warszawa

Jestem przeszczęśliwa, że mogłam być choć chwilę w Warszawie. Wykorzystałam karzdą sekundę. Rano załatwiałam sprawy w urzędach, po południu odwiedzałam rodzinę a wieczorem spotykałam się ze znajomymi.
Pierwszego dnia pojechaliśmy do babci Hani i dziadka Julka, zjadłam nadzwyczajną ilość wątróbki i mam w sobie zapas żelaza na zawsze. Poszłyśmy z babcią na bazarek oraz odwiedziłyśmy wszystkie kosmetyczki w okolicy (jest ich zaskakująco dużo). Po powrocie zjadłam jeszcze kupę placków ziemniaczanych i tata odwiózł mnie do Piotrka, gdzie dołączyła też do nas Ania. Lepiej nie zachowywać dla potomnych tematów naszych rozmów.
We wtorek odwiedziłam babcie Halinkę, dla odmiany zjadłam 3 (trzy) schabowe i nie pękłam a wieczorem pojechałam do Dorotki. Szkoda, że tylko na dwie godziny, bo miałam konferencje na skype z EYIN RfP. Po czym do pierwszej w nocy szyłam torebkę, która wydawała się nie do uratowania.
W piątek pojechałam do mamy Rafała po czym pojechałam z tatą na działkę.

image

8 rano a my w drodze do fryzjera.