7.10

Najpiękniejszy dzień na świecie. Dzisiaj przyszła na świat o 12:33 nasza córeczka. Tym samym kończymy naszego bloga, który dawno już nie był o EVS ie, żeby zacząć zupełnie nowy projekt…

wpid-img_20141007_063952.jpg

6.10

W ramach spaceru poszłam na szkołę rodzenia (3km). Przy okazji zapłaciłam za mieszkanie. Wieczorem poszliśmy na kolację do Johna i Benity, chcieli się spotkać zanim dziecko przyjdzie na świat, więc wybrali świetny termin. Objadłam się pan tomacat, sera i tortilli. Potem bardzo się cieszyłam z tej kolacji, bo następny posiłek zjadłam dopiero 7. Po czternastej. O 2 w nocy jechaliśmy już do szpitala.

5.10

Dzisiaj w kościele wróciliśmy do tradycji wspólnych posiłków w pierwszą niedzielę miesiąca. To był też dzień prawdopodobnie ostatniej mojej kawiarenki.
W ogóle do dzisiejszego spotkania podeszłam bardzo zadaniowo: miałam listę i oddawałam pożyczone rzeczy, zaległe prezenty itp. To to co salezjnanie nazywali dniem dobrej śmierci- czyli czas kiedy rozliczamy się ze wszystkimi i zanykamy pewien rozdział, żeby przejść do następnego z czystym kontem.

2.10

Sprzątanie gniazda zatacza coraz większe kręgi. Dziś umyłam i odkurzyłam auto, chodniczki znów trafiły pod prysznic. Nawet prysznic został przy okazji został umyty. Okna myłam w zeszłym miesiącu, musi starczyć. Mama może przjeżdzać:)
A tak na poważnie dzisiaj mam jeszcze wosk i dentyste i mogę rodzić (miałam w nocy takie skurcze, że wgryzałam się Rafałowi w ramię).
Oglądaliśmy dziś z Feli mieszkanie, ale było okropne.

30.09

Ostatni dzień projektu (teraz już bardziej projektu Rafała niż mojego). Jedyne czego nie zrobiłam, to nie zeskanowqłam akt. Ale to już jak urodze to nadrobię.
I przestało padać!

28.09

Niestety wczorajszy spory wydatek energetyczny trzeba odespać.
Poza tym leje i nic dobrego poza łóżkiem na mnie nie czeka.
Wieczorem były takie burze, że aż prąd poszedł. I to z hukiem, ze wszystkich słupów poszły białe iskry.
image

Ulica, po której można na skimie jeździć